(function(i,s,o,g,r,a,m){i['GoogleAnalyticsObject']=r;i[r]=i[r]||function(){ (i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o), m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m) })(window,document,'script','//www.google-analytics.com/analytics.js','ga'); ga('create', 'UA-47068289-1', 'sprytnamamablog.blogspot.com'); ga('send', 'pageview');

niedziela, 13 kwietnia 2014

SĄ ZASADY- CZYLI CZEGO NIE ROBIMY MATKOM PRZYKAZANIE NR.5 - NIE POMAGAJ MATCE ZABAWIAĆ DZIECKA W KOŚCIELE!

Ktokolwiek będzie czytał ten post na pewno bez winy nie jest!Ileż to bowiem razy zdarzyło się nam w kościele podczas Mszy Św.zaczepiać małe słodkie bobasy wiercące się u mam na kolanach? I co sobie wtedy myślałeś?? A no że jesteś super , bo zabawisz to dziecinę na kilka chwil , może się uspokoi! Taki jesteś cwany bo dziecię zagląda przez ramię mamy do ciebie i się uśmiecha , albo robi głupie miny! A teraz drogi czytelniku wyprowadzę Cię z wielkiego błędu w jakim jesteś! Otóż dziś niedziela Palmowa. Chciałam odpocząć ale jako ze mam status matki, odpoczynek nie idzie  z realnością w ogóle w parze. Godzinę wcześniej udałam się do łazienki żeby zrobić z siebie coś na kształt kobiety idącej do kościoła w wielkie święto, gdzie jak wiadomo oprócz podziwiania ołtarza , podziwia się też wiernych! Po pół godzinnym wysiłku , miało wyjść super, wyszło jak zawsze! Mąż miał zabrać Zochę do pokoju , ja miałam na spokojnie zająć się sobą! Tatuś zamknął drzwi do pokoju , młodej dał zabawki ,a sam wziął się za czytanie lektury ! Młoda po pięciu minutach rozeznała się w sytuacji! Kulturalnie wstała , otworzyła sobie drzwi i wyszła z



pokoju zostawiając bardzo opiekuńczego ojca .Następnie zapukała do łazienki, otworzyła sobie drzwi, uśmiechnęła się z niewinną miną , wdrapała się na toaletę i niczym królowa Katarzyna rozsiadła się na dobre! Musiałam się wszystkim dzielić, wszystko opowiadać i jeszcze pozwolić się uczesać! Łeba mi mało nie urwało , ale co tam , poświęcenie dla dziecka przede wszystkim! Malują rzęsy młoda się na  mnie rzuciła, wsadziłam sobie szczoteczkę do oka , ja już nie mówię o tym do jakiej długości policzka miałam czarny tusz pociągnięty! Zanim zaczęłam to z siebie ścierać młoda dopadła pudru i w momencie kiedy moje załzawione oko mogło już obserwować otoczenie- oczy Zosi już nie widziały nic , bo miała na sobie cały puder! Ręce , buzia, włoski, i ubrano oczywiście ! Oniemiałam , bo zajęło jej to tylko 3 minuty! Wzięłam brudasa pod pachę , otworzyłam drzwi do pokoju i pytam mojego kochanego gdzie dziecko- a on nawet głowy znad książki nie podniósł - palcem pokazał mi środek pokoju - i mówi:
-"Tu siedzi, co już dziecka nie widzisz"??
 Oj widzę widzę mój drogi!Z gałek ocznych waliły mi iskry, wysokie fale napięcia uderzały w korę mózgową , środek mowy produkował w tempie atomowym nadzwyczaj wysublimowane słownictwo. Nic jednak nie powiedziałam , położyłam młodą na podłodze , miała w ręce resztę jaka oczywiście została z całej tubki pudru, a że była tym zachwycona, zostawiłam ją w pokoju i poszłam dalej się szykować! Nie minęło 4 minuty!
-"O jasna Anielka!! Agnieszka , Agnieszka! "
-"Co?" Pytam , choć doskonale wiem co!
-:Nie wiem co , przyjdź tu szybko!"
-"Nie mogę!"
-"No chodź szybko , bo ja nie wiem co się dzieje!"
 Wpadłam w lekki strach , w końcu co może zrobić dziecko z odrobiną pudru więcej niż już zrobiła? Otwieram drzwi i mnie zamurowało! To że dywan , to że klocki, no i ona całą to nic , ale ze wysmarowała ojcu całe plecy, włosy  a on dopiero się oderwał  od książki, kiedy mu zrobiła pudrową pieczątkę na stronie to już był hit.
-"No to ja Ci gratuluję"
-" No kochanie przecież jej pilnowałem!"
-"To jakim cudem zrobiła taki burdel tu?"
-"Wszystko byś chciała wiedzieć ,  a tego nawet ja nie wiem"
-"Ja tylko chcę wiedzieć jak Ty to posprzątasz?"
-"No nie żartuj że to się da posprzątać?? Myślałem że po prostu wyrzucimy!"
-"Co wyrzucimy? Łóżko , dywan , panele i Ciebie? W sumie z Tobą bym miała najmniejszy problem ale paneli szkoda, łóżka zresztą też!"
-" Powiedz chociaż czym to zmyć?"
-"Nie powiem" I wyszłam.
I zaczął biedny myć płynem do naczyń  wszystko ,Zosia oczywiście pomogła tatusiowi.Co zeszło bardzo bardzo długo , bo aby mógł bezpiecznie wykonać zadanie ,a Zosia nie zamoczyła całego pokoju, miał tylko kubeczek wody!Ubrana i gotowa dorwałam Zosię , palmę , męża i pojechaliśmy do Kościółka!
Pierwsze pół godziny szło super! Mam taką metodę że siadam w miarę możliwości tam , gdzie nie ma dzieci żeby młodej nie kusiły swobodne zachowania innych milusińskich .No ale ciężko usiąść tam gdzie nie ma dorosłych, w sumie liczę na ich odpowiedzialność! Ale marne moje nadzieje! Kościółek mały , siedzę w samym środku ławki , przed nami starsza babcia, za nami rząd młodych Pań, obok jedna sąsiadka , po drugiej starsza pani. Jak Ty to widzisz?? Dziecko zaczyna się kręcić , coś tam mówić! No i patrzy na Ciebie, żal nie wykorzystać sytuacji- uśmiechniesz się , złapiesz za rączkę, uszczypniesz, taki niewinny geścik! Jak to widzi dziecko , mamo ale się nudzę, widzi że mama nie reaguje ale za to całe otoczenie reaguje, bagatelizuje więc mamę i robi wszystko co może,żeby ktoś się nim zajął ! Jak to widzę ja ,biedna matka? Tłumacze , tulę zagaduję, nagle nie wiadomo po co jakaś babcia łapie młodą za rękę ,  no to moda potem ją za chustkę , i już babcia ma z głowy , bo ja oczywiście nie jestem w stanie upilnować malucha ,który został zaczepiony.Przeprosiłam , już się babcia nie rwała do zaczepki , ja sięgnęłam do grubsza batalię , zaaplikowałam smoczek doustnie! To sąsiadka z lewej zaczyna dyskusję.No po co pytam , po co? Przecież to kościół, przecież nie proszę o pomoc, po co ona mnie zaczepia , ja muszę kontrolować swoje dziecko a nie na pogaduchy się jej zebrało!
-"No wstyd , taka duża dziewczynka, ile ona ma?"
-"20 miesięcy"
Pani szybko policzyła że to skończone 1,5 roku i kontynuuje;
-"A to jeszcze czas, u nas to do 2,5 roku a potem go oduczyli , bo drugie już było w drodze.."
No wszystko fajnie, nawet gratuluję , ale trwa Pasja ,a ja w sumie jestem w kościele i chcę posłuchać a nie ploteczki urządzać,ale że Pani regularnie mi dziecko podszczypywała to nie wiedział jak mam to dziecko usadowić żeby Pani nie miała do niej zasięgu. Podsunęłam się więc do drugiej sąsiadki. Ta się zaczęła uśmiechać , Zosia udawać zawstydzoną i tak mną szarpała że myślałam ze wyjdę z siebie .Pani zaś była zachwycona że Zosia się z nią bawi.A gdyby się nikt nie interesował Zosia chwilę by pomarudziła a potem by siadła na 4 literkach bo by wiedziała ze nic nie wskóra.A tak wierciła się jak kwoka na jajkach , bo widziała że gdzie spojrzy tam jakaś reakcja jest. Od wszelkiego rodzaju wygibasów , pozycji i kombinacji aż mnie nerki bolały bo je kręgosłup przygniatał.Czerwona jak burak od utrzymania malucha w ryzach , spocona jak szczur , bo przecież ścisk jak w metrze paryskim zakończyłam mszę i jak mi na koniec kobiety powiedziały że mam strasznie grzeczne dziecko , to myślałam że zabiję! Grzeczne to by było gdybyś moja droga trzymała ręce przy sobie!! Kochani nie myślcie naiwnie że pomagacie matce w Kościele! Niech Was diabeł nie kusi- W KOŚCIELE NA OŁTARZ PATRZEĆ a nie na małych rozbójników!Bo ta biedna matka decydując się na spędzenie w kościele godziny , non stop analizuję wszelkie ruchy i oznaki swojego potomka, a jak sobie nei radzi to po prostu wychodzi , Wy jej zaś nie pomagacie a tylko przysparzacie kłopotów!