(function(i,s,o,g,r,a,m){i['GoogleAnalyticsObject']=r;i[r]=i[r]||function(){ (i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o), m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m) })(window,document,'script','//www.google-analytics.com/analytics.js','ga'); ga('create', 'UA-47068289-1', 'sprytnamamablog.blogspot.com'); ga('send', 'pageview');
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BEZPIECZEŃSTWO I HIGIENA PRACY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BEZPIECZEŃSTWO I HIGIENA PRACY. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 stycznia 2015

MATKA SIĘ CAŁUJE PUBLICZNIE -WOLNO JEJ , BO LUBI !



Siedzę sobie na ławce, jest ciepły słoneczny dzień grudnia. Obserwuję ludzi , jak mam czas uwielbiam to robić! Jedni idą z wózkami, inni biegają , jeszcze inni ukradkiem palą papierosy, jakiś Pan niesie piwo w spodniach i myśli że nikt tego nie widzi.......


niedziela, 29 czerwca 2014

BRIGHT STARTS - HISTORIA PEWNEJ KACZUSZKI

Dziś niewielkie przemyślenie o przeszłości- nasza huśtawka  mi się przypomniała i moja nutka uczucia do designerskich przedmiotów firmy Bright Stars .Kupiłam ją gdy me dziecię miało 6 miesięcy, żeby ją unieruchomić ( dziecko oczywiście, nie huśtawkę;-))a jednocześnie z czystym sercem móc poruszać się po kuchni, dajmy na to :-) Był to cudowny zakup. Kosztował 260 zł i dał mi długie godziny spokoju. Zosia bytował w nim w prawi każdych warunkach- polowych, domowych, podróżnych.

DOM-
W huśtaweczce maluch może spać, może się też bawić i polegiwać. Różne poziomy natężenia huśtawki potrafią utulić nawet tych najbardziej opornych maluchów. Melodyjki które naprawdę są miłe dla ucha nigdy mi się nie znudziły , Zosi zresztą też.Tryb czasowy pozwalał mi nie myśleć o tym jak długo mała ma się huśtać , ustawiłam timer 15-30-45 minut i już.Szalenie fajnie mi się też prało pokrowiec , bo materiał bardzo łatwo zdemontować.

PODWÓRKO-
Słoneczna pogoda, ustawiasz maluszka  w cieniu pod drzewkiem i proszę bardzo , możesz sobie plewić grządkę, popijać kawę z koleżankami ,obrywać wiśnie a nawet malować elewację jak masz ochotę :-)  sprzęt jest bardzo stabilny więc nie ma obawy ze maluch się wywinie, no chyba że mieszkasz na Giewoncie- super sprawa!

PODRÓŻ-
Oto kolejny atut tego sprzętu- niewielkie wymiary :-) naprawdę jak na jego możliwości to huśtaweczkę możesz złożyć i spokojnie zabrać w podróż. Dzięki temu jak brałam Zosię do babci  i nigdy nie miałam problemu z upilnowaniem jej. Ona nawet to lubiła - bujała się do woli :-) gdziekolwiek byliśmy :-) imprezy - wakacje- urlopy- z tą huśtaweczką mogłam się swobodnie przemieszczać!

Podsumowywując;

  • Cena 260 zł
  • 10 stopni natężenia bujaka
  • Wieszak z zabawkami jest ruchomy- dzięki temu swobodnie można układać malucha a także w razie potrzeby zdemontowac zabawki
  • Wieszak posiada 2 bardzo fajne zabaweczki
  • 3 tryby czasowe 15-30-45 minut
  • miłe melodyjki
  • małe zużycie baterii ( 2 miesiące na jednych a codziennie jej używałam )
  • bardzo łatwy system zdejmowania pokrowca- przecież trzeba to prać!
  • dodatkowy pokrowiec dla mniejszych dzieci- miła polarowa kaczuszka
  • łatwy montaż i demontaż
  • niewielkie wymiary 
























Do tej pory uważam że to był zakup trafiony w 10 ! Zastanawiam się czy te huśtawki hybrydowe są lepsze i dają więcej możliwości ? Jeśli któraś z Was ma, to piszcie ! BO jeśli nie ma między mini różnicy , to po co przepłacać??















niedziela, 24 listopada 2013

PIERWSZA BIELIZNA

Trwa zwyczajny szary dzień,znów siedzę z kartką w ręku żeby tam sobie coś poszaleć, znów Zosia robi wszystko żebym sobie nie szalała. Po 30 min. naporu mojego dziecka odpuszczam i daję się dobrowolnie zaciągnąć do jej pieczary. Tam jak mała muszka osaczona przez  wielkiego pająka grzecznie odgrywam rolę gościa - sytuacja nabiera powagi rodem z bajki o Pszczółce Maji. Słońce wali po oczach przez świeżo umyte okno- mogłaby tą roletą przysłonić , ale po pierwsze strasznie mnie cieszy ze jakimś cudem umyłam to okno i nareszcie widać to słońce, a po drugie nie wolno mi zepsuć chwili- ponieważ moja córka nakręca całą machinerię zabaweczek.Wszystko tu ma swój porządek,każda zabaweczka jest traktowana z należytą pobożnością, następuje synchronizacja każdego dźwięku z każdym,a ona jak ten zegarmistrz uruchamia kolejne mechanizmy. Kątem oka widzę że na mnie zerka , czy jeszcze żyję i czy oby czasem przekroczenie bariery dźwięku nie zrobił ze mnie osoby która nie słyszy.Ale ja jestem twarda, głowa mi już pęka a zostało jeszcze ze trzy grająco pstrykające ustrojstwa-  ale nie pokażę małej że przegina,  choćby mi uszy odpadły i poszły na zewnątrz się wywietrzyć! Powolutku wszystko ucicha i zaczyna się kolejny etap - czynny udział obserwatora.To bardzo lubię i chętnie bawię się wszystkim tym, co mała Zosia mi poda, resztą mi nie wolno, i to już wiem , dostałam kilka razy konkretnym paplaniem do zrozumienia że nie tak się trzeba bawić , a moja córka wymachując nerwowo obiema kończynami górnymi zdawała się mówić-"Mamo, tak nie będzie".Po studenckim kwadransie razy trzy następuje etap czytania bajek! Teraz każda mama powinna mnie pochwalić wszak czytam dziecku ! Ależ nie moje drogie Zosia czyta mi ,o ileż łatwiej i szybciej byłoby mi je czytać , ale niestety, mała pokazuje obrazki i tylko tam gdzie wskaże palcem a z jej usteczek nie wyda się żaden pisk, szum , słowo , lub coś na kształt słowa, wolno mi się odezwać. Ta zabawa mogła by trwać i trwać, bo książeczek mamy dużo, gdyby nie nagły bardzo przykry wypadek. Zosia się zsiurała!"-O nie " to powiedziałam "- do jasnej Anielki"- to pomyślałam, no może trochę gorzej zamiast tej Anielki. Po kilku sekundach jednak stwierdziłam, że to jeszcze nie koniec świata, pomyślałam o wszystkim co mogłoby się stać jeszcze gorszego- mogła zasikać książkę, łóżko, łóżeczko, dywan,mogła się rozebrać i walnąć ciuchami o ścianę, mogła usiąść z mokrą pupą na miseczkę z chrupkami, mogła usiąść na mnie !Ale nie, nic się nie stało, próbuję opanować uderzającą w mój mózg falę ciepła!Początki są zawsze trudne, i co tu da nocnik który gra jak nikt nawet go nie uraczył krótką posiadóweczką!Dobrze ,spokojnie sprytna mamo, weź mopka i do roboty.Myślałam że dam rady ale jak człowiek ma dać rady jak mała co pięć minut przenosi nocnik z miejsca w miejsce, jak dać rady w momencie kiedy jak pytam gdzie Zosia sika - to paluszkiem pięknie pokazuje nocniczek , "-to czemu do jasnego z nieba pioruna o wysokim zasięgu rażenia się pięknie zmoczyłaś moja droga damo??"Nie, nie ma to sensu , te siuśki nie wyparują trzeba się z tym szybko rozprawić bo faktycznie mogą jeszcze  wyparować, a ta perspektywa jest chyba jeszcze straszniejsza!"-Cóż nauka sikania w odpowiednim miejscu jest bardzo trudna." Pomyślałam sobie , odciążając mózg od złości na własne dziecko, ""-w końcu faceci wciąż jej nie opanowali notorycznie zasilając różne powierzchnie i miejsca amoniakiem !" Dobrze , spokojnie Agnieszko , policzmy do 10 i pięknie ścieramy plamę z podłogi. Teraz tylko przebierzemy małego moczydupka i wszystko wróci do względnej normy- tak, myślałam odkładając sprzęty po brudnej robocie, w zasadzie mogła być jeszcze bardziej brudna- mówiło mi coś w środku , aż mi się humor poprawił  tą myślą i z wdzięcznością uśmiechnełam się do małej. Przebierając winowajcę zadałam sobie pytanie o pierwszą bieliznę. Zosia otrzymała właśnie pierwszy komplet swojej bielizny. Aż 7 par majteczek z księżniczami  z H&M- wydawało mi się że to zapas na tydzień, błąd, to owszem zapas ale na dzień!Plan był taki że uda mi się w jakiś sposób stworzyć wzniosły nastój przy zakładaniu tejże części garderoby , a licząc na jej kobiecą próżność , spodoba się jej to i zacznie dodatkowo rozumieć jak działa system sikania! A wracając do tej pierwszej bielizny, jak człowiek słyszy stwierdzenie pierwsza bielizna to ok 80% populacji myśli o staniku!Frajerzy pomyślałam , każda mama wie że pierwsza bielizna jest pampers! Może uogólnijmy pieluszka! Potem jej godnym następcą stają się majteczki.Znów moje myśli skłoniły się ku mężczyznom - faceci nie powinni nosić  majtek za karę  - nie umieją sikać przecież! Hm , ale może majteczki to nagroda za naukę innej czynności, dobra , może trochę przesadziłam faceci też powinni nosić majtki, bo bardziej niż sikania jak widnokrąg długi jeszcze bardziej przeraziła mnie myśl co by wyprawiali bez bielizny.Czyli najpierw pieluszka , potem majteczki - taka jest kolejność !Pierwszą bielizną nie jest stanik i nie ma powodu się co wstydzić go kupując, gdyż  nie każdy na tej ziemi dostępuję tego zaszytu, ale baby są jakieś inne! A meżczyżni są bezwzględni-mój wywód aż mnie samą zdziwił do tego stopnia że zapomniałam założyć Zosi pieluszki- tak na wszelki który napewno się zdarzy prędzej czy później- i zapięłam same body!Nic jednak nie powiedziała, a ja byłam zbyt pochłonięta moimi oto wnioskami-bo to że się wstydzimy to facetów wina, oni zawsze wyśmiewają te biedne dziewczyny które kupują staniczki. A to przecież pomijając walory zdrowotne, ochrona przed ślepiami tych oto osobników, bo ich mózgi w tym wieku jeszcze nie są gotowe na zbyt wiele wiedzy odnośnie niektórych spraw, a my przecież nie bedziemy czekać na intelektualny rozwój panów, bo byśmy się nie doczekały i piersi też byśmy nie miały.Ale nie fajnie  jest się nabijać z biednej dziewczyny której rosną piersi , które notabene za kilka lat będą pięknym dekoltem .Natomiast faceci którzy tu i tam potrafią to i owo - to norma- i nikt tu nie reaguje! A gdyby taki egzemplarz nie nosił bielizny i przez to byłby wyśmiany za młodych lat to pewnie i nauczyłby się korzystania z toalety. Bo my np. kobiety namiętnie korzystamy z toalet , czasem tworząc korki na kilometry a wyśmiewają nas za coś takiego ja piersi !"-Hańba" pomyślałam o całej tej sytuacji z którą nikt nic nie robi, stało się to właściwie normą społeczną, i gdyby np. jakaś młoda kobieta z tego powodu się załamała to też by ja wyśmiano! i -"Wstyd !" ale to już krzyknełam patrząc na na znów przemoczoną Zosię, nawet nie zapytam dlaczego ! Popatrzyłam , wzięłam głęboki oddech, pomyśłałam sobie że dzięki Bogu do stanika jeszcze trochę czasu nam upłynie i pewnie  nie będę  wtedy  mogła pomóc, ale tu mogę , wieć sikaj moje drogie dziecko gdzie chcesz ,a najlepiej do nocnika :-)

Mama o, o, mamy problem...

piątek, 18 października 2013

MILOVIA I LOVE JA :-)

Może ciężko w to uwierzyć , ale od  przeszło 3 miesięcy pisze tego posta, zmieniam i zmieniam i dziś już sobie powiedziałam basta.Zwłaszcza ze jestem teraz wielką fanką produktów Milovia i zmobilizowała mnie Beata Sadowska która uprzedziła mnie w wydaniu opinii o produkcie- pojechała mi po ambicji, nie ma co !No więc używałam standardowych pampersów z Dady- jestem ogólnie zadowolona, nigdy nie miałam problemów z pupą mojego robaka,no może raz :-) ale to i tak bardzo dobrze jak na mnie. Ogólnie polecam jeśli ktoś woli pieluszki tego typu, bo sa tanie i spełniają swoją funkcję.Polecała mi je położna na szkole rodzenia .Miałam jednak moralniaka- dziennie idzie od 5 do 8 pampersów, koszt jednej paczki to ok.30zł za 64 szt.zakładając że weźmiemy wersję dla starszaka,czyli oszczędniejszą -5 szt dziennie, to 30 zł na 2 tygodnie , miesiąc to 60 zł, a rok 720 zł.w dużym uproszczeniu i oszczędnej wersji.Co jest z pampersami


wtorek, 20 sierpnia 2013

LAWENDOWO KOLOROWO -KOSMETYKI JOHNSON & JOHNSON


W zasadzie właśnie położyłam Zosię spać, ma dziś wielkie święto bo odchodzi swoje 1 urodzinki. Ale chciałam tu poruszyć problem zasypiania-pewnie nie jedno z Was i to nie raz  zmagało się z niewyspanym brzdącem , lub brakiem zaklęcia na zasypianie!Otóż mnie się należy solidne lanie, i to przyznaję się natychmiast, że za lenistwo!!Zosia zawsze mi spała regularnie , przykładałam do tego dużą wagę.Ale że mamy wakacje, słońce, i ja sama z dzieckiem w domu to zmaltretowałam swojego osobistego Wojnarka aby mnie zabrał na wakacje. On rozkazał natychmiastowe pakowanie, wsadził mnie i małą do samochodu i zawiózł.................. na podkarpacie, do mojego domu rodzinnego, a sam oddalił się wracając tam skąd nas przywiózł. No nie powiem żebym się nie cieszyła ( co prawda mógł nas wziąść do Gruzji np. ale nie czepiam się)- pra babcia, pra dziadziu, babcia, dziadzio, 2 wujków i ciocia, i las rąk w górze kto chce się z Zosią bawić. Miło jest czasem odpoczać od dziecka, toteż odpoczywałam , a odpoczynek zaczynałam od 6 rano kiedy to mała zakwękała pierwszy raz. Babcia wtedy zwarta i gotowa wkraczała jak torpeda do pokoju brała Zosieńkę i mówiła mi słodko- pośpij sobie jeszcze . No to co kurde miałam robić , odwróciłam się swoim szacownym tyłkiem do świata, nakryłam kołderką i lulululu matulu......Co się działo w tym domu podczas mojego błogiego snu diabli wiedzą. Udało mi się nakryć tylko kilka zasad , które moja kochana mamusia ma gdzieś daleko, bo przecież to jest  jej wnusia i figa komu do tego co one sobie obie jedż , czy jak sie bawią. Słodzenie soczku( a mówię nie słodzić bo po co ma sobie już psuć kubki smakowe)bo przecież czystej wody pić dziecko nie może, jedzenie słodkich ciasteczek ( zakazujęę, bo to nie jest jedzenie dla malucha) słodkiego też dziecku potrzeba, zabawy pilotami ( no cholera pilot do telewizora to nie zabawka),wchodzenie po schodach ( pzecież sama się nauczy , po co jej teraz taka wiedza) ale sie nauczyła co mnie lekko wyprowadziło z równowagi, dobrze że ciocia na moją sugestę żeby ja teraz nauczyć schodzić zareagowała bardzo pozytywnie , no i najfajniejsze - telefon komórkowy- mówię nie dawać i nie dawać- ale gadać to ja sobie mogę i babcia dawała do tego stopnia że teraz przy wnuczce nie rozmawia przez telefon bo mała dosłownie rzuca się na aparat i szybciuto go zabiera, telefon jest na klapkę , więc Zosia też kończy rozmowy  :-) i babcia teraz rozmawia przez telefon poza zasięgiem wnuczki hahahah a masz babciu placek ! To tylko nieliczne z zakazów jakie pewnie złamano podczas moich słodkich drzemek ,no ale za wszystko trzeba płacić :-( Zosia przez ten czas całkowicie rozregulowała spanie , i jak wróciłyśmy to tydzień mnie kosztowało żeby spała o regularnych godzinach.Ale zasypiała bardzo, bardzo długo. Najgorsze było usypianie nocne , bo na wpół przytomna łaziła w koło łóżka jak kot z pęcherzem. Postanowiłam działać, oczytałam się jak głupek i metoda każda dobra jak piszą , każda czyli która pytam? Lekko załamana usiadłam w fotelu, wypiłam kawkę i przeglądnełam pocztę.Koleżanka wysłała mi linka do strony Johnson & Johnson bo rozdawali kosmetyki do testowania , patrzę a to było miesiąc temu (szkoda że nie popatrzyłam na rok) wiec dzwonię, proszę , tłumaczę a Pani mi mówi że owszem była taka kampania ale że mam jej linka przysłać bo musi być błąd na stronie, bo kampania rok temu się odbyła. No cholera jasna a mnie tak zależało, bo chodziło o kosmetyki z linii dobranoc bedtime z aromatycznym kompleksem NaturalCalm w tym z wyciągiem z lawendy i rumianku.Nie wspomnę juz o strukturze NO MORE TEARS- dzięki której kosmetyki nie szczypią malucha w oczka. Udało się i paczuszka dotarła do mnie :),a w paczuszce poradnik senny, chusteczki extra sensitive, kojący żel do mycia ciała , kojący płyn do kąpieli i kojący krem na dobranoc. Przeczytałam broszurkę i dotarło do mojego pustego łeba jak ważny dla takiego maluch jest powtarzalny cykl czynności. No więc w spóżnionej, bo w spóźnionej, ale wziełam udział  kampanii, przez 7 dni odbyłam siedem kąpieli z tymi kosmetykami i uwaga uwaga 7 spokojnie przespnych nocy i czas zasypiania małej bardzo się skrocił.Plan mam taki i do dziś dnia go stosuję- najpier siadamy na nocniczek, naczy Zosia siada, w międzyczasie napełniam wanienkę,potem kąpiel z wesołą zabawą z płynem bądź żelem.Oba produkty są tak rewelacyjne że masakra, sama się w nich kąpie , bo tak jak to na mnie działa relaksująco to kosmos...potem okręcam małą w ręcznik pokazuję jej odbicie w lustrze , i niosę do pokoju , tam już wywietrzone, okna zasłonięte, kładę mała na łóżku i z kojącym kremem na noc wykonuję masaż od szyjki do stópek, chwilkę to trwa , potem pieluszka, piżamki i tatuś w drzwiach czeka już  z kaszka i butelką mleka. Po konsumpcji  mała kładzie się obok mnie i zazwyczaj zaczynała się wałęsać po łóżku i trwało to w nieskończoność, teraz coś tam sobie pomruczy,trochę sie poprzewala a potem nagle głowa w poduchę przytula się do mnie i już. Kurcze powiem Wam na 3 dzień jak sytuacja ta okazała sie normą tak się cieszyłam że nie wiem . Raz że miałam jeszcze dla siebie trochę czasu nocą, dwa że Zosia w końcu się wysypia. Ukłon więc z mojej strony w kierunku firmy Johnson & Johnson i powiem Wam że ja jestem wierną fanką lini bedtime .Bardzo gorąco polecam bo napewno maluchowi nie zaszkodzi a pomóc może i to tak banalnym patentem jakim jest po niekąd aromaterapia- jak dla mnie totalna rewelacja. Ceny też do zniesienia żel 400ml-12 zł około, płyn do kąpieli 500 ml około 20 zł, krem 250 ml 11 zł.Można zaszaleć:-)


\




piątek, 16 sierpnia 2013

LOVI I AVENT -PORÓWNANIE - KAP KAP NIEKAPKU

No nie ma się co śmiać- i tak dobrze że wybrałam z całego możliwego asortymentu tylko 2 modele a nie tryliony, bo pewnie tyle jest na rynku tych cudaśnych kubeczków.Avent contra Lovi. Dwie w mojej opini dobre marki, sprawdzone techologie, przystępne ceny ha ha ha przesadziłam -ceny rzeczy dla dzieci nigdy nie sa przystępne :-).Aby czytelnie podejść do tematu obrałam takie oto kryteria-  funkcjonalność, szczelność, pojemność, kompatybilność, odporność, higiena, wygląd, cena, Może zacznę od niekapka z Philipsa bo w sumie to się zawiodłam na nim :

AVENT:
1)  FUNKCJONALOŚĆ:
Od góry do dołu,nie podoba mi się to że ochraniacz na ustnik jest nieodczepiany, Zosi przeszkadza to w samodzielnym piciu i wcale mnie nie pociesza myśl że przynajmniej nie zgubię zamknięcia.Ogromny plus za całościowy łatwy sposób skręcenia buteleczki , wiadomo odrazu co gdzie ma być. Ustnik dostaje plusa za miękkość i za bardzo łatwe zamontowanie w butelce. Plus kolejny za zatrzask, który blokuje uchwyt do trzymania i nie trzeba kombinować żeby ustnik i uchwyt były pod odpowiednim kątem .Uchwyt dobrze się trzyma w rączce mimo że jest szeroki.Nie podoba mi się to, że ten niekapek jest dość sporych rozmiarów i mimo że np. odkręce uchwyt to nie mogę go włożyć do uniwerslanego opakowania steropianowego na butelki, ratuje nas kupienie termoopakowania, napewno nie ratuje to jednak naszego portfela.


2) SZCZELNOŚĆ:
Szczelny był szalenie i Zosia go bardzo lubiła dopóki nie rozebrałam całego systemu i nie umyłam dokadnie, teraz czasem zassa i trzyma szczelność a czesem nie- drażniące jak na niekapka!!!


3) POJEMNOŚĆ:
150 ml , jest miarka wszystko fajnie i czytelnie. można zmienac butelki i tym samym pojemność.


4) KOMPATYBILNOŚĆ:
No jak to niemiecka marka to musi to być kompatybilnie :-) spokojnie można dopasować do każdej butelki Avent i zmienić ja w niekapka :-) bardzo wygodna sprawa bardzo, bo ja używam tylko butelek Avent, chociaż zatyczka od niekapka z niektórymi putelkami wyglada śmiesznie bo jest od nich szersza .


5)ODPORNOŚĆ:
Nie do zniszczenia przynajmniej na razie, Avent ma w sobie coś takiego , że człowiek się nie boi widząc wylatującą jak torpeda z wózka butelkę, i nie marwi się że zaraz będzie wielkie bum, bo bum będzie ale bez szału....i uszczerbku na produkcie.


6) HIGIENA:
Mam specialną szczotkę z Aventa o takim profilu że faktycznie łatwo nią operować i umyć butelkę.Drażni mnie natomiast ten ustnik bo jak go już umyłam to stał się nie tak szczelny jak wcześniej i to mnie bardzo zniecheciło.Oprócz ustnika całość butelki możemy oczywiście myć w zmywarce :-)


7) WYGLĄD:
Ta seria jest w 3 kolorach bardzo mi się podobają wszystkie trzy- ja mam różowy :-0 , trochę mnie drażni przysadzistość tej buteleczki.


8) CENA: 17 zł


LOVI:

1)  FUNKCJONALOŚĆ:
Podoba mi sie że zatyczka jest odczepiana i ma miarkę- bardzo przydatna sprawa a nigdy nie wadzi :_) Nie do końca przekonuje mnie patent ustnika połączonego na stałe z zakrętką, bo jak mniemam to się przekłada odrazu na cenę części wymiennej.Ustnik ma jednak kapitalny kształt fajnie się z niego pije i przy okazji masuje dziąsełka, Zosia bardzo go lubi i jak z niego nie pije to żyłuje dziąsła. Łatwo się składa całość. Drażni mnie jednak w tej butelce brak zatrzasku do uchytu- muszę kombinować żeby ustnik było pod katem do uchwytu.Za to fajna ergonomiczna buteleczka, no i mimo iż uchwyt bardzą wąski to też małe rączki dobrze go trzymają.

2) SZCZELNOŚĆ:
W zależności jak sami chcemy regulujemy szczelność dzięki silikonowej kształtce znajdującej się w buteleczce, oczywiście jak każda sylikonowa cześć ulega ona po jakimś czasie rozszczelnieniu , ale ja ją już mam pół roku i nie mam problemu z użytkowaniem tego produktu, naczy córcia nie ma :-)


3) POJEMNOŚĆ:
Producent na stronie podaje że 150 ml , ja mu muszę zaufać bo choć na zatyczce jest miarka to już na samej buteleczce nie ma - minus mu za to !Można zwiększać pojemność za pomoca innych butelek.


4) KOMPATYBILNOŚĆ:
Produkt jest kompatybilny ale tylko z butekami , kubkami trekingowymi i niekapkami bez nadruku na butelce, więc jeśli korzystacie ze standardowych buteleczek lovi to niekapek trzeba potrakotwać jak osobny sprzęt.

5)ODPORNOŚĆ:
Jest to kubeczek odporny na wszelkie ,póki co ,działania mechaniczne mojej córki, mimo i sprawia wrażenie takiego delikatnego.


6) HIGIENA:
Całość można spokojnie szorować , lub być mądrym wyjąć sylikonowa wkładkę i resztę odkazić w zmywarce- nic się z kubeczkiem nie dzieje, nie rysuje nie matowieje. Ręcznie też jest bardzo łatwy do utrzymania w czystości.

7) WYGLĄD:
Połaczenie soczystych kolorów niebieski i pomarańcz, zielony i żółty. Ja mam niebieski . Jakoś wygląd mnie nadzwyczaj nie zachwyca, szału nie ma.


8) CENA: ok 20

Z niekapkami to jest trochę jak z  kieliszkami- z niejednego trzeba wypić żeby się znać na piciu :-) Ale na dzień dzisiejszy Lovi górą.


czwartek, 13 czerwca 2013

SUDOCREM - WSPOMNIENIA Z SZUFLADY




Nie wiem jak tego dokonałam, może dzięki pogodzie, może dzięki dobrym scenkom z życia mamy , ale postanowiłam przeglądnąć szufladę z przyborami kosmetycznymi mojej Zosi. No właśnie , nie myślcie sobie że Wy macie dużo kosmetyków, skoro ten robak ma już szufladę.No ale z drugiej strony wchodzą do niej też pieluchy, no a  bez nich obyłaby sie kosmetyczką , a to już standard jak na kobietę przystało.No i przewracając ową szufladę do góry nogami natrafiłam na listę rzeczy które muszę zabrać do szpitala i nie w razie zawału, a w razie rozpoczęcia akcji porodowej. Dziś to nawet śmieszna kartka, ale kilka miesięcy temu uchodziła w naszym domu za najważniejszy dokument i jego nawet krótkotrwałe zniknięcie z pola widoku wywoływało panikę - u męża oczywiście.Sprawa wyglądała dosyć poważnie, bo na kartce podzielonej na 3 część najdokładniej jak to tylko kobieta mężczyźnie opisać może znajdowały sie potrzebne przedmioty. Pamiętam że stworzyłam ją w oparciu o szereg informacji z książek , gazet, internetu i konsultacji z ówczesną moją położną. Szał pał by się chciało powiedzieć.O Sudocremie jeszcze wtedy nic nie wiedziałam , a może coś wiedziałam ale mało!Zaczełam go stosować gdy dostałam w szpitalu w paczce dla maluszka. Zaczełam też zgłębiąć lekturę na temat tego produktu, bo niby czemu miałby być taki dobry - opakowanie wcale ładne nie jest!O odpieluszkowym zapaleniu skóry mówić nie trzeba, każda mama się go boi nosząc jeszcze maluszka w brzuchu, jakoś tak to jest skonstuowane że wielu spraw się wtedy boimi. Ale bać a mieć dwie różne sprawy!No i oczywiście jak to ja, odważnie mi się udawało uniknąć zaczerwienonej pupy- przez tydzień cały. Wtedy nie pomna na nic, przypomiałam sobie jak to zawsze moja babacia mówi że najlepsza jest tetra dla dzici -szkoda tylko że sobie nie przypomniałam że pampersów to ona nie znała- no więc wysłałąm męża do sklepu. Mąż jak to mąż nie wiedział które kupić - kupił po opakowaniu z każdego rodzaju- miałam więc zapas na 5 lat conajmniej. Po dwóch dniach męczarni małej Zosi, pupy czerwonej jak nie powiem co, i stosu mokrych pieluch tak,  że nie dawałam rady zmieniać programów w pralce-poddałam się.Wziełam wiec małą tubkę kremu która dostałam  i postanowiłam że tak to doleczę.Owszem doleczyłam , jednak prawdą jest ze lepiej jest tym kremem zapobiegać niż leczyć. Przy okazji kuzynka udzieliła mi rady roku- na odparzenia nic  tylko maść tormentiol?? To że o tormentiolu nic nie słyszałam to jedno , a że to maść ogólniedostępna w aptece za grosze to drugie. Suma sumarum po 2 dniach pupa jak nowa. Sudocremu używam jednak profilaktycznie do dziś. Po kąpieli cieniutką warstwę nakładam na porządany obszar i od tamtego feralnego incydentu nie mam żadnych problemów a właściwie Zosia ze swoją szanowną pupą..Historia tego kremu sięga roku 1931 ale nie martwcie się nie będę historii tu opowiadała , chciałam was uspokoić na wypadek gdyby któraś myślała że nic sie nie zmieniło od tamtej pory w składzie kremu. Zmieniły się składniki , które dzięki rozwijającej się medycynie  wciąż są udoskonalane.Sudocrem zawiera m.in.: hipoalergiczną lanolinę, która pomaga w utrzymaniu prawidłowej wilgotności skóry czyli jej nie przesusza, tlenek cynku to taki środek  o działaniu ściągającym, który zmniejsza utratę płynu tkankowego i pomaga w regeneracji drobnych uszkodzeń skóry, benzoesan benzylu i cynamonian benzylu, które zwiększają przyrost komórek naskórka, a także wspomagają i przyspieszają proces jego regeneracji  oraz alkohol benzylowy - o właściwościach kojących i łagodzących podrażnienia. Wykazuje również właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybicze.To wszystko razem , wciąż podkreślam że opakowanie nie jest atrakcyjne , za to środek jest skuteczny,może posłużyć w skalecznieach, otarciach, odleżynach, nie trzymaniu moczy a nawet trądziku. Na rynku dostępne są  pojemności 125g- od 9 do 16 zł i 250g- od 20 do 30 zł. Dla  dzieciaczków które mają problemy z pupą naprawdę polecam , bo tu lepiej zapobiegac niż leczyć .... Ah no i jeszcze nowość- kupując teraz w aptekach Sudocrem w polskojęzycznym opakowaniu można dostać gratisy: śliniaczek,czapeczkę lub poradnik"Gdy maluszek płacze"










poniedziałek, 3 czerwca 2013

TOMMEE TIPEEN - MAGICZNA MATA EXPLORA!!

Cóż tu ukrywać od kiedy Zosia zaczęła siadać na swoim krzesełku i okazało się że jej rączki wykonują masę pracy aby nic, absolutnie nic nie znajdowało się w jej pobliżu byłam całkowicie bezradna. Dziś już nie jestem - udało mi sie odnaleźć niebanalny produkt, którym zapanowałam nad sytuacją. Firma Tommee Tippeen wykazała się wielką kretywnością i realizmem i wydała na rynek MAGICZNĄ MATĘ EXPLORA.Właśnie sprawdzam jej wytrzymałość na rozciąganie.

Mineło kilka miesięcy , a mata jest nie do zniszenia, ani woda, ani raczki Zosi,ani zmywarka, ani rozciąganie , ani szarpanie ani nic , no może oprócz ognia ,ale tego nie bedziemy testować,nie jest w stanie wpłynąć na ten przewspaniały produkt! Mówię przewspaniały , bo już wiele razy uratował mi naczynia i kuchnię!Ciagle się świetnie przykleja do krzesełka , przyssawk też dobrze trzyma ,to prawda że przykleja się tylko do płaskich rzeczy, no ale jeszcze nie widziałam porowatej powłoki na talerzyk dla dziecka, no i moje drogie dziecko nauczyło się dzięki niej nie wyrzucania talerza poza obręb koromosła na którym siedzi, bo już wie że nie da rady. Cena nie jest jakaś zaporowa , więc tym bardziej warto zainwestować, a jeśli któraś z Was ma to pisać mi tu zaraz  jaki odsetek naczyn poszedł się r... ?