(function(i,s,o,g,r,a,m){i['GoogleAnalyticsObject']=r;i[r]=i[r]||function(){ (i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o), m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m) })(window,document,'script','//www.google-analytics.com/analytics.js','ga'); ga('create', 'UA-47068289-1', 'sprytnamamablog.blogspot.com'); ga('send', 'pageview');

środa, 5 lutego 2014

SĄ ZASADY- CZYLI CZEGO NIE ROBIMY MATKOM PRZYKAZANIE NR.4 -NIGDY NIE ZABIERAJ DZIECKA Z DOMOWEJ PIECZARY, ZAWSZE WYWALAJ Z NIEGO SMOCZYCĘ!

Znów dzwonek do drzwi.O nie, nie, to inny dzwonek , tylko jaki? Hm , gdzie moja komórka?Nie widziałam jej już ze 3 dni! Czyli to nie komórka, bo bateria jej siada w ciągu 24 godzin! Dobrze więc, co to za natrętny dźwięk? Układam kopę świeżo upranej bielizny :-) O już wiem - to telefon stacjonarny! Że jeszcze mam coś takiego w domu! Tylko gdzie on jest? Hm , kolejny sygnał wyprowadza mnie z równowagi , ale natręt, dzwoni już od minuty! Schodzę do salony , za kwiatkiem na komodzie znajduje się winowajca! Odbieram i już wiem że coś się szykuje , moje pierwsze pytanie ślub? pogrzeb czy chrzciny?
-"Cześć kochanie"
-"Cześć mamusiu"
(żeby sprawa była jasna, w moim życiu jest mamusia- ukochana rodzicielka której pępek łączył się kiedyś z moim oraz mama- rodzicielka mojego męża, szacowna kobieta z którą wieźi nie są tak emocjonalnie ugruntowane jak z osobą mamusi)
-"Nic nie dzwonisz , chciałam wiedzieć co u Zosia?'
Śmieszna sytuacja, od kiedy Zosia się urodziła moja kochana mamusia pyta tylko co u niej słychać a mi zawsze wytknie że nie dzwonię, nie bez powodu zresztą , bo fakt - z bardzo niestabilną organizacją czasu - nie wykonuję telefonów , lub bardzo je ograniczam.
-"No cóż u mnie wszystko w porządku , gdybyś chciała wiedzieć, Zosia nauczyła się mówić C , je sama łyżeczką i wieczorem modli się na klęcząco , tylko znak krzyża wykonuje w innej kolejności , ale jest to do zaakceptowania w jej wieku."
-" Szkoda ze mieszacie tak daleko, chciałbym trochę czasu spędzić z ZOSIĄ pewnie jest już duża, pewnie przybyło jej włosków, i pewnie wszystkiego jej zabraniasz."
Wiem, mamusia przepada za wnuczką , fakt ciągle jej wszystkiego zabraniam bo by mi dom rozniosła, ale ten telefon przypomniał mi bardzo tragiczną sytuację sprzed tygodnia kiedy to moi teściowe postanowili po przebywać z Zosią,


Oczywiście historia zaczyna się od telefonu, w wielkim  skrócie mama postanowiła zabrać Zosię na kilka godzin , żebym mogła trochę odpocząć , a w sumie miałam co robić bo za tydzień zaczynałam pracę, więc chwila wolnego i owszem byłaby wskazana. Dobrze- zgodziłam się. Mieli przyjechać o godzinie 12 następnego dnia , zabrać Zosię i na 18 odtransportować mojego małego gada na miejsce legowiska. Miałam tyle pracy że przez cały wieczór myślałam za co się zabrać w wolnym czasie- posegregować ubranka małej i te z których wyrosła odpowiednio rozdysponować, zrobić porządki w moich szafach , posprzątać szafki w kuchni, może by wyprać dywany , no i na pewno pozbyć się już ozdób choinkowych z choinką włącznie, w grę wchodzi jeszcze porządkowanie albumu rodzinnego, i wytarcie wszystkich zakurzonych zakątków mego dobytku! Rano jednak zmieniłam zdanie -mam chwilę wolnego- powinna przestać myśleć logiczną głową jak matka a ruszyć  trochę cycki i zastane ego i pomyślałam  "zrobię coś w końcu dla siebie"- na początek fryzjer, potem pojadę do zaprzyjaźnionej koleżanki na nawilżający zabiega na dłonie, potem gorąca kąpiel z książką , ze świecami, jakieś dobre wino, zaaplikuję sobie wszystkie balsamy i kremy na ciało jakie posiadam , maska na włosy koniecznie , maseczka na twarz, pomaluję paznokcie, zjem olbrzymią porcję lodów z bakaliami, i będę łaziła  po domu w szlafroku aż moje biedne wysuszone ciało nie nasiąknie tak balsamami, że będzie można je ze mnie wyciskać lub odłożyć do piramidy już zabalsamowane ! Jak nie wiele mi do szczęścia potrzeba ;-) Godzina 12 dzwonek, otwieram , rodzice, wkładam im krzesełko do samochodu, przekazuję torbę z ekwipunkiem , udzielam ostatnich wskazówek , przestawiam listę zakazów , sprawdzam czy moja pociecha ma na sobie wszystkie warstwy ubrań oraz wierzchnie okrycie i oddaje je dobrowolnie w ręce dziadków. Mama mówi mi że plan dnia to plac zabaw, potem pojadą do babci Helenki, potem obiad, potem ją wezmą do siebie  i wieczorem zwrócą - żebym się nie denerwowała , bo będą non stop pod telefonem ! Oki jasno i czytelnie !Aha , rzucała na odchodne teraz pójdziemy jeszcze do Pani Beatki! Dobra idźcie już sobie pomyślałam bo przecież mam plan do wykonania! Drzwi się zatrzasnęły ,chwila niepewności ale  poszłam do kuchni , zrobiłam sobie kawę latte z ekspresu, miałam czas, więc pianka dosłownie się wylewała ze szklanki usiadłam na bujanym fotelu, wzięłam głęboki oddech , upiłam łyk i czar prysł! Gdzie jest moje dziecko, po co poszli do Beaty, wstałam i pobiegłam do okna, Beata to sąsiadka powinnam ich zobaczyć jeszcze! Są - już lepiej, widzę Zosie, ale czemu nie idą do Beaty tylko do Geni? Genia to kolejna moja sąsiadka-dobra przyjaciółka mamy! Ale jeszcze górę wziął zdrowy rozsądek, przecież to sąsiadka, jak zaraz nie wrócą to pójdę i sprawdzę co się dzieje z moim dzieckiem! Poszłam na górne piętro i miałam się szykować do fryzjera- ubrałam się !Stanęłam przed lustrem i pomyślałam sobie ze ja nie mogę pojechać do fryzjera, a jak zapomną czegoś i się do domu nie dostaną-"to zostawisz im kluczyk pod wycieraczka", a jak przyjdzie złodziej i nas okradnie-"niech okradnie-najdroższe co masz to i tak Zosia a jej w domu nie ma"Zrdowy rozsądek nie na darmo nazywa się zdrowy!O matko a gdyby coś się stało np. gdyby u sąsiadki zatrzasnęły się drzwi , przecież ona ma 78 lat- możliwość jest, albo gdyby Zosia zatęskniła a mnie nie było, to zanim ja przyjadę do nich to zejdzie a tak wsiadam w samochód czy wykładam bluzę i  jestem .W takim razie odwołam fryzjera , innym razem.Odwołałam!No to może te ubranka, bo co będę robić, jak mam czas a za 1,5 godziny mam się stawić u kosmetyczki! Myślicie że się wybrałam , a skąd! Sytuacja była już całkiem podbramkowa bo o dziwo całą trójką wrócili od sąsiadki wzieli auto, wpakowali Zosię i pojechali!Rozumiecie pojechali z moim dzieckiem. Była  13:47.Wiem nawet że mieli problem z pasami przy krzesełku, i w sumie  miałam wyjść z domu, ale mama mnie zauważyła na ostentacyjnym staniu z przyklejonym nosem w szybie, pogroziła z uśmiechem , wsiadła do samochodu i tyle.Nie pojechałam na zabieg przecież coś im się może stać , przecież wojna, kataklizmy,choroby  na wszystko muszę być gotowa, nie mogę się pindrzyć kiedy nie wiem co się z moim dzieckiem dzieje , a już 15 . Odwołąłam zabieg kosmetyczny- kiedy indziej!No to co teraz, pójdę prać te dywany!Upłyneło trochę czasu 16 :15! Nic nie piszą, bo oczywiście komórkę mam w spodniach ,przy dupsku, na największą głośność nastawioną!Myślałam o tym odkąd wyjechali, ale pomyślałam że jak zadzwonię to mnie za wariatkę uznają! Czas mijał a ja jeszcze nic dla siebie nie zrobiłam. Kąpiel to jest myśl- nalałam gorącej wody do wanny, wlałam najbardziej pięknie pachnący różany płyn na świecie, zgasiłam światło, przyniosłam świece-stop! Jakie świece, a jak przysnę i spalę się żywcem kto wychowa moje dziecko? Żadnych Świec! Dobrze bez świec to poszłam po lampkę i wino! Co wino? Upić się chcesz, a jak trzeba będzie jechać po Zosię to jak ty pijaczyno to zrobisz hm? Racja w takim razie bez wina! Więc kąpiel w okrojonej wersji, gorąca woda z płynem i bąbelkami, światło z żarówy na full i książka, i na wszelki wypadek uchyliłam drzwi do łazienki.Nie, nie po to żeby mi ktoś wlazł , nie jestem zboczeńcem przecież- po to żeby para z gorącej wody szybciej uciekała, bo gdybym zasłabła , to jak pomogę Zosi gdyby mnie potrzebowała! Wpakowałam się do wanny , wzięłam telefon z szafki łazienkowej! Nie ma to jak relaks ze świadomością że wszystko dobrze- dzwonie! Abonent tymczasowo niedostępny! Coooooooooooo? A mieli być dostępni! Jeszcze raz ! Nic! Jeszcze raz!Nic! O nie coś musiało się stać! Wylazłam z wanny! Dzwonię i nic, i znów i znów i znów ! Nie no zaraz oszaleję , czemu są niedostępni! Założyłam szlafrok , biegnę odnaleźć telefon stacjonarny, dzwonię nic! Dzwonię do męża - on również potwierdza że się nie odzywają! Ani tato ani mama! Serce szybciej mi bije , treść żołądka niebezpiecznie unosi się do przełyku a fala gorąca powala mnie na łóżko-moja bezradność wzięła górę , zaczęłam ryczeć!Gdzie oni są , czemu się nie odzywają. Co się stało z Zosią i oczywiście napływające czarne myśli cisnęły mi się do głowy jedna po drugiej. Byłam tak przerażona że nie potrafię nic zrobić, że zaczęłam ryczeć z przerażenia! Wiedziałam że coś się stanie, po co w ogóle wypuszczałam Zosię z domu. Boże co się mogło stać! Nie wiem już jak czarne były moje scenariusze, jakimi wyzwiskami obrzuciłam własną osobę, bo najnormalniej w świecie było mi słabo! Stan rzeczy tak mnie przestraszył że chciałam wstać ,ale było już za późno , nogi nie posłuchały i pewnie upadłabym na posadzkę gdyby nie dzwonek do drzwi.Pieprzony dzwonek , nie wiedział tylko czy chcę to usłyszeć, czy jestem gotowa zmierzyć się z rzeczywistością, czy dam radę pomóc mojemu dziecku, czy potrafię popatrzeć sobie w twarz, wyrodna matka która dla wygody oddała dziecko. Ostatkiem sił z duszą na ramieniu otworzyła drzwi, ręce tak mi drżały, że nie potrafiłam przekręcić klucza.Łudziłam się jeszcze że ją usłyszę , że będzie mama , mama . A tu cisza , dzwonek do drzwi i cisza.Kto jest po drugiej stronie, co mi chce powiedzieć!Uchylam drzwi a tu mama i tata, a Zosia zwinięta w kłębuszek śpi! Nie wiem  czy znacie to uczucie kiedy wielki ciężar spada z człowieka ! To było to uczucie!Mama popatrzyła na mnie w dość wymowny sposób , byłam w samym szlafroku, z pokiereszowaną fryzurą na głowie i nie wyglądała jakby fryzjer jej dotykał , sina twarz i to jeszcze z przekrwionymi oczami!Żadnych przyjemnych zapachów bo przecież wszystkie się kąpią samotnie w wanie z zimna już wodą. Hm kobieca intuicja
" - Mam nadzieję ze odpoczęłaś, Zosia zasnęła w samochodzie, nie musiałaś dzwonić 35 razy , nie mieliśmy zasięgu bo jechaliśmy prze las, doliną Popradu. I następnym razem to my zostaniemy w domu a Ty z niego wylatujesz!"
 A jednak wiedziała!W  sumie patrząc na mój wygląd który bardziej przypomniał tygodniową  agonię  niż kilkugodzinny relaks nie ciężko było na to wpaść.Ale prawda jest jedna - gdy chcesz matce wziąść dziecko, co jest cudowną pomocą , to Ty z maluchem zostań w domu i nigdzie z niego nie  wychodź, a niech ona jedzie w świat -  pewność ze wróci jest 100 % nawet mimo wojny , kataklizmu czy trzęsienia ziemi a szansa że nawet dojedzie do sklepu czy do fryzjera no może 50% :-) My matki jesteśmy jak radary co działają z zakłóceniem , nie narażajcie nas na dodatkowe stresy , bo takie przeżywamy mając świadomość że nasze pociechy wciąż zmieniają lokalizację, środki transportu, a różne zagrożenia tylko czekają na nasze maleństwa itp. Reasumując wchodzisz do domu na określony czas i zajmujesz się maluchem a jego matkę , której w przypływie dobrego gestu chcesz odciążyćz wielkim rozmachem wywalasz z domu- niech się przewietrzy - dobrze jej to zrobi!