(function(i,s,o,g,r,a,m){i['GoogleAnalyticsObject']=r;i[r]=i[r]||function(){ (i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o), m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m) })(window,document,'script','//www.google-analytics.com/analytics.js','ga'); ga('create', 'UA-47068289-1', 'sprytnamamablog.blogspot.com'); ga('send', 'pageview');

poniedziałek, 14 października 2013

SĄ TAKIE DNI........

W zasadzie to lubię pisać o  przedmiotach nie o sobie ale dziś "JEST WŁAŚNIE TAKI DZIEŃ" że muszę napisać o sobie, bo jeżeli Wy też tak czasem macie to jest szansa że uznam swoje istnienie za całkiem poczytalne. Zaczęło się niewinnie 6:15 Zośka postanowiła Nas obudzić.Standardowo w takich momentach , a że to ja jestem posiadaczem tego małego łobuza, to wstrzymuję oddech bo już w kościach czuję że się obudzi- no i się budzi.W sobotę zrobiliśmy wielkie zakupy dla naszej pociechy pt. Zima się zbliża czas na porządki i ciepłe ubranka, myślałam więc ze nowe przedmioty wzbudzą zainteresowanie młodego dziadaska na kilka dni- błąd- nic nie budzi zainteresowania 14 miesięcznego dziecka na dłużej niż 20 minut!No i dobra wracając do poranka , obudziła się wielce obrażona że my tu sobie śpimy a ona już wstała i przecież nie będzie siedzieć w łóżeczku- marnotrastwo czasu i energii-muszę nadmienić że to też mój błąd-wychowuję Zośkę na wolnym wybiegu i póki co ograniczają ją tylko zamknięte drzwi i schody, oraz przedmioty których przenieść lub podnieść nie może.Tak więc standardowo wyjęłam ją z łóżeczka poleżała z nami w łóżku i kątem oka w ciemną noc, bo wciąż to jest 6:15  zauważyła butelkę- pustą! Dobrze, kochający rodzice nawet o 6:15 nakarmią swoje podopieczne stworzonko- Zawsze to tatuś leci uzupełniać buteleczki - ja zostaję na czatach bo jakimś cudem, to że on wychodzi dla młodej jest normalne , to że ja to tragedia. Wrócił tatuś z mleczkiem , Zosia wypiła, tatuś poszedł do pracy , Zosia zastała w pokoju się bawić a ja poszłam spać- na chwilkę dosłownie. Spałam do 10-w tym czasie (mam nadzieję że nie czyta tego nikt z opieki społecznej) Zosia bawiła się w pokoju te 3.5 godziny, oczywiście co jakiś czas wchodziła , a raczej chodziła po mnie coś mi tam mówiąc ale ja nie rejestrowałam dokładnie co. Obudziła mnie bo chyba była głodna!-obudziła mnie dziwnie lepką rączką która oblepiona przylepiła się wprost do mojej twarzy. Otworzyłam oko  , zerknęłam na nią i pomyslałam że ładnie dziś pachnie w tym pokoju- jakimiś herbatnikami- potem jakimś przebłyskiem świadomości pomyślałam że Zosia zjadła kromeczkę chlebka którą jej zawsze zostawiam na stoliczku- tylko że tym razem po prostu zmuliła ją.Dotknęłam jej buzi -lepka, patrze druga rączka lepka , to już się wkurzyłam, zaczęłam więc rozmowę ze swoją córka na temat jedzenia.A byłam bardzo zła bo zawsze ładnie sobie tą kromeczkę je.Czar prysł w momencie kiedy moje stopy dotknęły podłogi, a mój wzrok utkwił na biurku!! Nie ma miseczki z kaszką , która mój mąż zostawił wczoraj na biurku bo mała jej nie dojadła, natomiast dziwnym trafem była ona miedzy moją stopą a podłogą! Boże gdzie ona nie była- obracając swój wzrok o 90 stopni w prawo i w lewo doznałam szoku-kaszka była wszędzie a łyżeczka po prostu przyklejona została do mojej pościeli! Już miałam dość-komoda z ubraniami w kaszce, pościel z mojego łóżka w kaszce, drzwi balkonowe z obdiciem małych płatkowych łapek, całą podłoga , puzzle piankowe, stolik i krzesełko, moja szafa, poranną porcję kaszki dostały też ulubione zabawki, materiał wykonania nie miał znaczenia - lalki ,plastikowe, czy pluszaki,wszystko.Ona zresztą też cała była w kaszcze- uszy, buzia , włosy ,nowe ubranko, i buciki, wszystko!I nie zgadniecie obudziła mnie bo chciała miseczkę odłożyć na miejsce ale już nie mogła dostać!Pytanie brzmi jakim cudem udało się jej ta miseczkę zdjąć z blatu wyższego od niej o 5 cm i sięgnąć tak głęboko,bo w zasadzie była na środkowej jego części.Nie wiem , ale zapach który początkowo wydawał mi się niesamowicie miły- momentalnie stał się nie do zniesienia.Drugi straszny moment nastąpił o godzinie 14 kiedy to postanowiłam ułożyć Zosie do drugiej drzemki-zasnęła i owszem ale ja a nie Zosia-i spałam do godziny 16:30. w tym czasie Zosia w ramach zemsty chyba wszystkie zabawki jakie były w zasięgu jej wzroku , węchy i rączek wywaliła na środek pokoju, żeby dodać dramaturgii wywaliła też wszystkie ubrania ze swojej komody - razem 3 szuflady elegancko ułożonych i uprasowanych ubranek .Może i bym to zniosła i jakoś do siebie doszła po takiej porażce,ale była godzina 0 - mój mąż wrócił z pracy i drzwi do pokoju otworzyły się minutę po tym jak otworzyły się moje oczy ,a moje nogi z szoku stanęły na baczność.Zostałam więc nakryta na zaniedbaniach rodzinnych na najwyższym szczeblu, bo byłam jeszcze tak zaspana że nie potrafiłam w żaden logiczny sposób wytłumaczyc mu co się tu dzieje. Ponadto nie uprasowałam koszuli-nie wywietrzyłam kurtek - obiadu nie ma - pranie  w koszu,a Zosia wyrabia co chce!Mo i jeszcze musieliśmy jechac na zakupy- a moja toerba razem z centru m dowodzenia- portfelem i listą zostały w salonie , poprostu jak juz wychodziłam popatrzyłam na torebkę i omyslałąm a po co mi ona- nie pomyslałąm już że wszyskie karty bony i rabaty zostają w torebce a ja zostaję na lodzie- w sklepie o tym pomyślałam...... - w dalszym ciągu jestem nie wyspana i naprawde nie wiem co tu się dziasiaj stało ! To właśnie taki dzień.......żeby sie już całkiem nie skompromitować pokazuję tylko te najbardziej eleganckie zdjęcia