(function(i,s,o,g,r,a,m){i['GoogleAnalyticsObject']=r;i[r]=i[r]||function(){ (i[r].q=i[r].q||[]).push(arguments)},i[r].l=1*new Date();a=s.createElement(o), m=s.getElementsByTagName(o)[0];a.async=1;a.src=g;m.parentNode.insertBefore(a,m) })(window,document,'script','//www.google-analytics.com/analytics.js','ga'); ga('create', 'UA-47068289-1', 'sprytnamamablog.blogspot.com'); ga('send', 'pageview');

piątek, 1 listopada 2013

SPRYTNA NA FACEBOOKU :-P

Mój mąż ma w zwyczaju zawsze mi prawić moralniaczki jak wpadam na kolejny rewelacyjny pomysł- Tego tygodniowe hasło brzmi- "Nie masz czasu  kup sobie kozę....." Wziełam sobie to do serca i postanowiłam....... nie kupować kozy ale jeszcze bardziej przyłożyć się do naszego funpages na FB Zapraszam więc https://www.facebook.com/Sprytnamamablogblogspotcom?ref=hl

HASBRO-PLAYSKOOL SŁONIK - FONTANNA Z PIŁEK

No moi Kochani pora trochę radości wprowadzić na salony- nasz nowy nabytek- Hasbro-playskool- fontanna z piłek. Niby nic wielkiego,bo co prawda potrzebny mu stosowny pakiecik baterii , ale ani nie liczy, ani nie zna alfabetu ani nawet nie chodzi.Za to zna piosenki których dźwięk jest tłumiony przez dmuchawę w jego trąbie. Czy to fajne?? Rewelacyjne, nie fajne!Zabawka jest prosta w obsłudze, uczy manualnego sprytu i logicznego myślenia, można też się pobujać w rytm tych pioseneczek - moja Zosia traktuje tego słonika trochę jak mp3! Najpierw uruchamia, potem tańczy przy nich , a potem bawi się z piłeczkami. Zestaw za skromne 120- do 200 zł zawiera kolorowego słonika  o wysokosci 60cm i 5 kolorowych piłeczek.Słonik zna 9 piosenek- to jest fajne bo gdy dziecko bawi się dłużej niż pół godziny a zakładając że piosenka trwa nie dłużej niż 3 minuty to można by oszaleć, a tak zanim zapamiętamy repertuar , trochę schodzi:-), kolejny bajer to trąba- ta może się obracać o 360 stopni i zmieniać trajektorię lotu piłeczek co bardzo uatrakcyjnia zabawę starszym dzieciom i słonik dłużej jest ciekawy dla maluchów.Jak się bawić :-) wesoło :-) uruchamiamy go dotykając jego łapki z czerwoną kuleczką.Zaczynia wiać i grać.Jeśli ktoś ma długie włosy , to można poczuć i wiatr we włosach :-) No i wrzucamy piłeczki do uszu słonika, nie do końca to edukacyjne podejście, uszy i piłeczki ale... Jedno ucho zasysa piłeczki i wypluwa przez trąbę jeśli dobrze skierujemy ją skierujemy to automatycznie piłeczki wpadną do  tego samego ucha i zabawa będzie trwała nie przerwanie bez większej ingerencji malucha. Ale jeśli troszkę inaczej ją ustawimy piłeczki będą wpadać do drugiego , a z stamtąd do brzuszka, na szczęście jest kieszonka i nie trzeba słonika kroić:-) piłeczki z kieszonki dziecko może ponownie wrzucić do ucha , ale już tym razem tylko od niego zależy do którego i jaka reakcję chce wywołać.Jest też trzecia opcja , o której pewnie pomyśleli projektanci , no i zdecydowanie pomyślała o niej moja córka- łapanie piłek i wkładanie piłek z powrotem do trąby.Efekt rewelacyjny , piłeczka utrzymuje się nad trąbą przez kilka chwil. To właśnie uwielbia moja córcia, która jak tylko zauważy że piłeczka jest nad trąbą to próbuje ja zbić rączką. Ogólnie zabawka jest nastawiona tylko na jeden rodzaj atrakcji, muszę jednak przyznać solidnie, ze to wystarczy , aby zając maluch na co najmniej 45 minut.Słonik wykonny z trawałego tworzywa , nie ma elementów o innej strukturze przez co , a wiadomo jak się ma malucha w domu i to tego na dwie nóżki nie cztery kółta- to wszystko zdażyć sie może...- a tu bardzo łatwo i przyjemnie się  czyści tą zabaweczkę.Wstarczy ściereczka , wiglotna szmatka, a w razie eilkiego W- delikatny detergent typu mleczko do czyszczenia.Jest to kolejna zabawka z serii niezniszczalnych więc spokojnie może posłużyć dla młodszego rodzeństa, mnie może trochę przeszkadza hałas, bo jest dość głośna , jak jakiś mały odkurzacz.Ale co tam taki drobiazg , skoro za cenę tego mam dla siebie kilka chwil .Nie jest to najnowszy produkt firmy Hasbro, ale warto się nad nim zastanowić , bo jest to ciekawa propozycja dla dziecka.Gdybyście byli ciekawi innych produktów tej marki to odsyłam do strony producenta   http://www.hasbro.com/pl_PL/  A teraz pora na fotoreportaż z naszego testowania.....









środa, 30 października 2013

NASZE PIERWSZE ROZSTANIE.....

Hm, cóż tu można napisać? W życiu każdej matki przychodzi taki moment że musi przeciąć pępowinę.........Ha ha ha ha guzik prawda, żadna matka jeśli nie musi , to nie zostawia swojego malucha w domu w okresie kiedy jest największym słodziakiem. Jestem architektem krajobrazu miałam okazję do udział w bardzo fajnym projekcie który trwał tydzień, co było robić? Musiałam coś z Zosią począć.Były dwie możliwości- albo niania z okolicy której nie znam i która w ciągu jednego dnia musiałabym się zjawić i zająć moim dzieckiem albo podróż do babci która mieszka 300km dalej. Odwiozłam ją. Nie wyobrażam sobie żeby zajmował się Zosią ktoś , do kogo nie mam zaufania.Jak to zwykle w życiu bywa jest też ale- ale przy tej niani miałabym Zosię w domu.Decydując się na wyjazd, zrezygnowałam dobrowolnie z możliwości widywania własnego dziecka. Ale co tam widywanie jak przynajmniej byłam spokojna że jest w dobrych rękach.Spisał też domownikom listę zakazów i plan dnia Zosi , tak na wszelki :-) Oczywiście babcia jak to babcia , mnie zakazywała jeść słodyczy jak byłam mała ale że to wnusia to ona nie może pić samej wody, dziecko musi jeść słodkie hihihi - nie musi.Podobno jednak mój zakaz notorycznie łamał mój brat a wujek Zosi a nie babcia która już tym że wnuczka z nią zamieszkała na tydzień była tak przejęta ze o łamaniu zakazów w tym wypadku mowy nie było.Pierwsze 3 dni , czyli do środy jakoś było, nowi ludzie, nowe otoczenie. Wieczory z mężem , można było zjeść razem kolację, posiedzieć , wyjść na miasto. Tak, na te kilka dni życie wróciło do stanu o którym Zosia nawet nie wie. O dziwo stan tej euforii, spokoju i relaksu trwał 72 godziny.Potem ogłosiliśmy oboje kryzys!Cichutko, puściutko, nikt zabawek nie przewala, nikt w koło nie woła tata-tata-tata, nawet się kurzu tyle nie robi bo nikt go po prostu nie generuje- masakra. Nikt mi n ie dawał buziaczków, nie wynosił z łazienki ręczników, właściwie to nawet prania nie musiałam robić , bo główny generator brudnych ubranek siedział u babci. Mieliśmy po małą jechać ostatecznie w niedzielę, ale nie dało rady tyle czekać , pojechaliśmy w sobotę!No i jakby nie miał kiedy wjechał w nas autobus mpk na rondzie! Matko kochana no już naprawdę nie było innego dnia?? Miał gość szczęście że wgięte drzwi nie pozwalał nam kontynuować podróży bo inaczej bym uciekła z miejsca zdarzenia. Przecież czeka na mnie córka , moja własna osobista, a tu jakaś taka przyziemna sprawa mnie zatrzymała.do domu dotarliśmy na 17:30, a wyjechaliśmy o 10.I to dobrze że mam kochanego męża , bo chyba byśmy się zaryczeli , gdyby nam się nie udało dotrzeć do małej.Nawet sobie nie wyobrażacie , jak się bałam otworzyć drzwi.Mała jak nas zobaczyła to chyba najpierw musiała zmusić komputer pokładowy żeby dopasował konkretną twarz do konkretnych nazw.Ale po kilku minutach stania w drzwiach udało się. Zostaliśmy rozpoznani, i już uściskom i całusom końca nie było.Zosia wolała mnie nawet od swojego ukochanego tatusia, co nie powiem poprawiło mi humor ;-)To jest coś niesamowitego, co potrafi taki mały sikający w pieluchę dziad zrobić z człowiekiem.Jest to taka metafizyka, taka chemia że to jest wprost nie wytłumaczalne. Muszę jednak stwierdzić obiektywnie, że czas już na to bym wróciła do zawodu i czas na to żeby sobie zdać sprawę że Zosia da sobie radę pod opieką kogoś innego przez te kilka godzin mojej nieobecności.............

wtorek, 29 października 2013

NIC MNIE TAK NIE WKURZA....

Nic mnie tak nie wkurza jak nagły brak internetu i nie zapisany post który idzie się
paść w momencie kiedy go kończę, i jak mam się nie wkurzać??"Jest tu jakiś lekarz- kardiolog.................."

piątek, 18 października 2013

MILOVIA I LOVE JA :-)

Może ciężko w to uwierzyć , ale od  przeszło 3 miesięcy pisze tego posta, zmieniam i zmieniam i dziś już sobie powiedziałam basta.Zwłaszcza ze jestem teraz wielką fanką produktów Milovia i zmobilizowała mnie Beata Sadowska która uprzedziła mnie w wydaniu opinii o produkcie- pojechała mi po ambicji, nie ma co !No więc używałam standardowych pampersów z Dady- jestem ogólnie zadowolona, nigdy nie miałam problemów z pupą mojego robaka,no może raz :-) ale to i tak bardzo dobrze jak na mnie. Ogólnie polecam jeśli ktoś woli pieluszki tego typu, bo sa tanie i spełniają swoją funkcję.Polecała mi je położna na szkole rodzenia .Miałam jednak moralniaka- dziennie idzie od 5 do 8 pampersów, koszt jednej paczki to ok.30zł za 64 szt.zakładając że weźmiemy wersję dla starszaka,czyli oszczędniejszą -5 szt dziennie, to 30 zł na 2 tygodnie , miesiąc to 60 zł, a rok 720 zł.w dużym uproszczeniu i oszczędnej wersji.Co jest z pampersami


poniedziałek, 14 października 2013

SĄ TAKIE DNI........

W zasadzie to lubię pisać o  przedmiotach nie o sobie ale dziś "JEST WŁAŚNIE TAKI DZIEŃ" że muszę napisać o sobie, bo jeżeli Wy też tak czasem macie to jest szansa że uznam swoje istnienie za całkiem poczytalne. Zaczęło się niewinnie 6:15 Zośka postanowiła Nas obudzić.Standardowo w takich momentach , a że to ja jestem posiadaczem tego małego łobuza, to wstrzymuję oddech bo już w kościach czuję że się obudzi- no i się budzi.W sobotę zrobiliśmy wielkie zakupy dla naszej pociechy pt. Zima się zbliża czas na porządki i ciepłe ubranka, myślałam więc ze nowe przedmioty wzbudzą zainteresowanie młodego dziadaska na kilka dni- błąd- nic nie budzi zainteresowania 14 miesięcznego dziecka na dłużej niż 20 minut!No i dobra wracając do poranka , obudziła się wielce obrażona że my tu sobie śpimy a ona już wstała i przecież nie będzie siedzieć w łóżeczku- marnotrastwo czasu i energii-muszę nadmienić że to też mój błąd-wychowuję Zośkę na wolnym wybiegu i póki co ograniczają ją tylko zamknięte drzwi i schody, oraz przedmioty których przenieść lub podnieść nie może.Tak więc standardowo wyjęłam ją z łóżeczka poleżała z nami w łóżku i kątem oka w ciemną noc, bo wciąż to jest 6:15  zauważyła butelkę- pustą! Dobrze, kochający rodzice nawet o 6:15 nakarmią swoje podopieczne stworzonko- Zawsze to tatuś leci uzupełniać buteleczki - ja zostaję na czatach bo jakimś cudem, to że on wychodzi dla młodej jest normalne , to że ja to tragedia. Wrócił tatuś z mleczkiem , Zosia wypiła, tatuś poszedł do pracy , Zosia zastała w pokoju się bawić a ja poszłam spać- na chwilkę dosłownie. Spałam do 10-w tym czasie (mam nadzieję że nie czyta tego nikt z opieki społecznej) Zosia bawiła się w pokoju te 3.5 godziny, oczywiście co jakiś czas wchodziła , a raczej chodziła po mnie coś mi tam mówiąc ale ja nie rejestrowałam dokładnie co. Obudziła mnie bo chyba była głodna!-obudziła mnie dziwnie lepką rączką która oblepiona przylepiła się wprost do mojej twarzy. Otworzyłam oko  , zerknęłam na nią i pomyslałam że ładnie dziś pachnie w tym pokoju- jakimiś herbatnikami- potem jakimś przebłyskiem świadomości pomyślałam że Zosia zjadła kromeczkę chlebka którą jej zawsze zostawiam na stoliczku- tylko że tym razem po prostu zmuliła ją.Dotknęłam jej buzi -lepka, patrze druga rączka lepka , to już się wkurzyłam, zaczęłam więc rozmowę ze swoją córka na temat jedzenia.A byłam bardzo zła bo zawsze ładnie sobie tą kromeczkę je.Czar prysł w momencie kiedy moje stopy dotknęły podłogi, a mój wzrok utkwił na biurku!! Nie ma miseczki z kaszką , która mój mąż zostawił wczoraj na biurku bo mała jej nie dojadła, natomiast dziwnym trafem była ona miedzy moją stopą a podłogą! Boże gdzie ona nie była- obracając swój wzrok o 90 stopni w prawo i w lewo doznałam szoku-kaszka była wszędzie a łyżeczka po prostu przyklejona została do mojej pościeli! Już miałam dość-komoda z ubraniami w kaszce, pościel z mojego łóżka w kaszce, drzwi balkonowe z obdiciem małych płatkowych łapek, całą podłoga , puzzle piankowe, stolik i krzesełko, moja szafa, poranną porcję kaszki dostały też ulubione zabawki, materiał wykonania nie miał znaczenia - lalki ,plastikowe, czy pluszaki,wszystko.Ona zresztą też cała była w kaszcze- uszy, buzia , włosy ,nowe ubranko, i buciki, wszystko!I nie zgadniecie obudziła mnie bo chciała miseczkę odłożyć na miejsce ale już nie mogła dostać!Pytanie brzmi jakim cudem udało się jej ta miseczkę zdjąć z blatu wyższego od niej o 5 cm i sięgnąć tak głęboko,bo w zasadzie była na środkowej jego części.Nie wiem , ale zapach który początkowo wydawał mi się niesamowicie miły- momentalnie stał się nie do zniesienia.Drugi straszny moment nastąpił o godzinie 14 kiedy to postanowiłam ułożyć Zosie do drugiej drzemki-zasnęła i owszem ale ja a nie Zosia-i spałam do godziny 16:30. w tym czasie Zosia w ramach zemsty chyba wszystkie zabawki jakie były w zasięgu jej wzroku , węchy i rączek wywaliła na środek pokoju, żeby dodać dramaturgii wywaliła też wszystkie ubrania ze swojej komody - razem 3 szuflady elegancko ułożonych i uprasowanych ubranek .Może i bym to zniosła i jakoś do siebie doszła po takiej porażce,ale była godzina 0 - mój mąż wrócił z pracy i drzwi do pokoju otworzyły się minutę po tym jak otworzyły się moje oczy ,a moje nogi z szoku stanęły na baczność.Zostałam więc nakryta na zaniedbaniach rodzinnych na najwyższym szczeblu, bo byłam jeszcze tak zaspana że nie potrafiłam w żaden logiczny sposób wytłumaczyc mu co się tu dzieje. Ponadto nie uprasowałam koszuli-nie wywietrzyłam kurtek - obiadu nie ma - pranie  w koszu,a Zosia wyrabia co chce!Mo i jeszcze musieliśmy jechac na zakupy- a moja toerba razem z centru m dowodzenia- portfelem i listą zostały w salonie , poprostu jak juz wychodziłam popatrzyłam na torebkę i omyslałąm a po co mi ona- nie pomyslałąm już że wszyskie karty bony i rabaty zostają w torebce a ja zostaję na lodzie- w sklepie o tym pomyślałam...... - w dalszym ciągu jestem nie wyspana i naprawde nie wiem co tu się dziasiaj stało ! To właśnie taki dzień.......żeby sie już całkiem nie skompromitować pokazuję tylko te najbardziej eleganckie zdjęcia





sobota, 5 października 2013

UWAGA ZABAWKI Z BIEDRONKI - LITTLE TAKES ŚPIEWAJĄCA FARMA


 

Witajcie kochani, powiem szczerze że od tego nieszczęsnego urlopu tyle się tu dookoła dzieje że nie mogę sobie zorganizować życia.Ale już dziś rano obiecałam sobie że nogę sobie utnę jak nic nie napiszę! Późna pora i moja słowność mnie zmobilizowały.Właściwie to miałam opisać dziś nowe kapsułki piorące hihihih bo uwaga są lepsze do Ariela, ale musiałam zaopatrzyć swoją córkę w podstawowe materiały higieniczne. Będąc w Biedronce miałam wrażenie że już nic ciekawego mnie tego dnia nie spotka bo wszak- spadłam już ze schodów trzymając swoją córkę na rękach, próbując uporządkować opał na zimę zaatakowała mnie lawina spadających drewienek, robiąc Zosi śniadanie wpakowałam rękę do garnka z parówką zapominając o tym że na świecie są widelce, a chcąc sobie podgrzać danie w mikrofalówce zapomniałam że grzyby wybuchają!- No dobrze odebrałam  więc cała obolała swojego męża z pracy i pojechaliśmy do tego nieszczęsnego sklepu- jak to  zwykle poszwędałam się po tych i owych alejkach i kurde patrzę zabawki. No jak do roślin, butów i książek tak też mam słabość do zabawek! Patrzę więc, ona patrzy na mnie , ja na nią ona na mnie , ja myślę "nie" , ona "bierz mnie" , no to wzięłam! Oczy mi musiały się świecić  ja 5 zł, bo nawet mój kochany mąż jak już potrafi mnie powstrzymać od własnych nałogów, tak  nawet nie zareagował.Chorowałam na tę zabawkę już przeszło rok.Pierwszy raz ją zobaczyłam w sklepie z zabawkami w jednej z galerii handlowych i może gdyby nie to ze przysłaniała kuchenkę Fisher Price , która mnie wtedy akurat interesowała to bym nawet nie zwróciła uwagi na to cacko, no ale stało się. Patrzę a tu cztery kolorowe pudełka i przed nimi cztery elementy- (dzięki Bogu ktoś wpadł wreszcie na pomysł że zabawki powinny służyć do zabawy i być potencjalnie niezniszczalne) - skorzystałam więc z okazji wypróbowania i pociągnęłam wtedy za element jaki było wiaderko z ziarnem-i myślicie że się otworzyło ?- wcale nie , co mnie osobą która ukończyła 18 rok życia bardzo zdenerwowało- no to jeszcze raz- ale znów nic, zaczęłam więc szarpać jak to nieszczęsne wiaderko chcąc się dowiedzieć co jest w kontenerku , i ze złości nacisnęłam (mocno dość) na to wiadareczko - a ty nagle wyskoczył kurczaczek z miłą melodyjką, usatysfakcjonowana zaczęłam więc sprawdzać pozostałe kominacje- i pewnie bym kupiła  tą zabawkę która tam kosztowała 80 zł. Co mnie już tak zdenerwowało że wyszłam. Na dobre pół roku temat zanikł, ale kilka tygodni temu mąż zniósł mi embargo na kupowanie Zośce zabawek więc oczywiście zaczęłam szukać ,   w sumie już miałam wytypowaną czwórkę wspaniałych, czekałam tylko na okazję. I na aukcji internetowej znalazłam farmę - ale na moje nieszczęście Pan który chciał ją sprzedać napisał że stan idealny- przez co musiałam się 3 dni bić z innymi chętnymi , kwota ostateczna wyniosłą 78 zł ,nie zapłaciłam jej ja, tylko dlatego że przyciął mi się w ostatnim momencie komputer- nie muszę oczywiście mówić, że przez kolejne dwa dni nie odzywałam się do męża , potem kolejne dwa dni  do komputera. A dziś tak spokojniutko sobie leżała czekając na mnie za jedyne 39.99zł. No i nie cieszy?Cieszy cieszy , więc pędzichem kochani  kto chętny to kupować, nowa ,piękna i tańsza niż na allegro!Zasada działania bardzo prosta- są cztery zwierzątka zamknięte w odpowiednich schowkach-krówka kopka siana, żeby ją uwolnić trzeba obrócić dookoła osi snop przed nią, wtedy ze stosu wyskakuje krówka wydając wesołe dźwięki. Żeby zobaczyć świnkę , która siedzi w beczce z niewiadomo jaką zawartością należy poruszyć kolbą kukurydzy w lewo lub prawo.W niebieskim kurniczku schowany jest pamiętny kurczaczek i tak jak się domyślacie , producent nic nie zmieniał od kiedy ja próbowałam złamać tę tajemnice i w dalszym ciągu uwalniamy kurczaka naciskając na wiadereczko z ziarnem.Jak znaleźć konika? Mieszka za czerwonym płotkiem rodem z amerykańskich farm , wystarczy marchewczkę pokierować w górę lub w dół. Rewelacyjna zabawka, fajna kolorystycznie , uczy logicznych ( no powiedzmy) skojarzeń, to co lubię w zagranicznych producentach to to że dużą wagę przywiązuje się od odgłosu zabawki krowa to faktycznie krowa , jak lalka płacze to płacze , jak piosenka to skoczna i wyraźna, no i jest magiczny przycisk ON-OFF ważny szczególnie gdy na terenie jednego pomieszczenia śpimy my i nasza pociech, która wstaje wcześniej od nas i zaczyna swoją aktywność od uruchomienia wszystkich możliwych odgłosów jakie tylko są w zasięgu jej ręki! No i co myślicie o zabaweczce??